Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowyStankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zostań fanem Hard Balls Utd
Zobacz nasz kanał na Youtube.com
VIII kolejka WLPNS
24.05.10. Wrocław, ul. Sarbinowska 10.
Hard Balls Utd. ? AKA.pl 1:1 (0:1)
Bramki: Stachowski (22, po podaniu Wełny) – Szczerbicki (17).
Skład HB: Hoszko (Stankiewicz (c)), Popiel, Mucha (Kotara), Wełna (Badora), Dybeł (Skubiszewski), Ratajczak (Kołaczek), Stachowski (Szleper).
(STANKIE) Na ostatni mecz sezonu zasadniczego nie było problemów z zebraniem składu. Czternastu hardballsów wybrało pochmurny wieczór na Sarbinowskiej zamiast innego typu pokus i chwała im za to. Pojawił się nawet długo nie widziany Mońka, który rychło chwycił w rękę kamerę, by uwiecznić dla potomnych pojedynek z AKĄ. Oj cicho na forum było przed meczem, nie było bicia motywacyjnej piany na temat “Co też złego mamy zrobić z AKĄ?” Przeciwnik wydawał się być mocny, wynik meczu pozostawał sprawą otwartą.
Początek spotkania mógł postronnemu widzowi zasugerować, że gramy ze słabszą drużyną, której miejsce jest gdzieś w dołach tabeli. Z pewnością wynikało to z dobrego wejścia pomarańczowych w mecz i z dużej motywacji, którą z pewnością niejeden z nas przed tym meczem zbudował w sobie. Było naprawdę dobrze i tylko szczęśliwe odbicie się piłki od nóg obrońcy AKI uratowało przeciwników przed utratą bramki po atomowym i celnym strzale Wełny, który ze Stachowskim mogliby ogłosić wewnątrzdrużynowy konkurs na “pomarańczowe kopyto”. Boże chroń bramkarzy drużyn przeciwnych, gdy ta dwójka dopada przed polem karnym do piłki. Tylko kilka minut trzeba było czekać na kolejne harce hardballsów – Stachowski i Dybeł przy pomocy piłki i swych umiejętności systematycznie wysyłali formacji obronnej niebieskich komunikat, że będą musieli się dzisiaj natrudzić, by powstrzymać rozpędzone Pomarańczowe Diabły.
Drugie 10 minut pierwszej połowy to okres bardziej wyrównanej gry, choć akcji przeciwnicy mieli jak na lekarstwo i za to pokłony złożyć należy naszej defensywie, która wczoraj grała niczym zawodnicy kadry azzurich, którzy biją się o finał MŚ. Nawet oni się mylą… W 17. minucie bezpośrednie i trudne do przewidzenia dla naszych obrońców podanie stopera AKI sprzed połowy boiska do wysuniętego i słabo pilnowanego napastnika, utorowało temu ostatniemu drogę do bramki. Przegrywamy, a przeciwnicy jakby mocniej uwierzyli w swoje siły. Piłka była w grze, a pomarańczowi bynajmniej nie mieli zamiaru grać o jak najmniejszy wymiar kary. Mieliśmy cel – strzelić przynajmniej bramkę na wyrównanie, udało się to szybko, bo w 22. minucie, kiedy to Stachowski w swoim stylu w asyście obrońców z lewej nogi strzela gola na 1:1. No i się kręci…
Druga połowa to był typowy mecz walki, którego temperaturę można by mierzyć ilością użytych “ku..” przez przeciwników. Faule, ostre wejścia ciałem, strzały – to było to, co działo się w drugiej połowie. Zarówno zawodnicy AKI, jak i my mogliśmy przechylić szalę na swoją stronę, nikomu się nie udało, duża w tym zasługa dobrze spisujących się formacji obronnych obu teamów.
Wydaje się, że doszło do raczej sprawiedliwego podziału punktów, a żadna z drużyn nie powinna czuć się poszkodowana remisem. Spotkały się dwa fighterskie teamy, które dysponowały podobnymi siłami i były podobnie zmotywowane. Szkoda jednak, że nie zainkasowaliśmy 3 punktów, bo momentami byliśmy tego naprawdę blisko.
*Paweł Stachowski wybrany do Siódemki Kolejki