Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowyStankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zostań fanem Hard Balls Utd
Zobacz nasz kanał na Youtube.com
II kolejka WLPNS
06.09.10. Wrocław, ul. Sarbinowska 10.
Hard Balls Utd. – Capgemini sd&m 4:0 (2:0)
Bramki: Brydak (6, samobójcza, po podaniu Bochajczuka), Kołaczek (13, bez asysty), Badora (30, po podaniu Wełny), Szleper (38, po podaniu Dybła).
Skład HB: Mońka, Popiel (Badora) Mucha, Wełna, Brzoza (Kołaczek), Dybeł (c) (Kępa), Bochajczuk (Szleper).
(STANKIE) Minęły zaledwie trzy dni i znów stanęliśmy przed szansą powiększenia dorobku punktowego. Tym razem na drodze stanęła nam drużyna Capgemini, z którą był to już nasz czwarty mecz. Wydawało się, że to właśnie pomarańczowi są faworytem, ale, jak już nie raz pokazała wlpn-owska rzeczywistość, faworyci często schodzili z meczu z opuszczonymi głowami, oskarżając zły los i decyzje sędziów jako bezpośrednich winnych porażki. Patrząc na rozgrzewające się drużyny przed meczem, trójosobowa grupa kibiców HBU miała powody do optymizmu. Na kilkanaście minut przed rozpoczęciem spotkania praktycznie cały nasz skład był już na Sarbinowskiej i rozgrzewał się w najlepsze. A przeciwnicy dochodzili…
Dość bajdurzenia, czas wejść na szlak meczowych konkretów. Już w szóstej minucie meczu mogliśmy prowadzić dwa-zero po groźnych akcjach Brzozy, któremu jak było widać przebywanie w okolicach Mokrego Dworu wcale nie odebrało chęci i do gry. Co się odwlecze… to Bochajczuk wepchnie do bramki, tym razem przy użyciu pleców obrońcy Capgemini. Minęło siedem minut i jak zdobywa się bramki przypomniał sobie Kołaczek. Równo na linii środkowej przejął piłkę i biegnąc przez całą połowę przeciwników pozbawił złudzeń bramkarza przeciwników, że uda mu się dziś wpuścić tylko jedną bramkę. Po stracie bramki przeciwnicy skupili się na… obronie, co, jak pokazało kolejne 25 minut, nie było taktyką godną Mourinho. Choć trzeba przyznać, że strzał z 15. minuty zmusił Mońkę, debiutującego w bramce Hard Balls United, do pokazania bramkarskich umiejętności, zdobywanych niegdyś w bramce Wratislavii.
Początek drugiej połowy to systematyczne ćwiczenia z ataku pozycyjnego w wykonaniu pomarańczowych. Można było sobie na to pozwolić, mając z tyłu profesorów defensywy – Muchę i Popiela. W 30. minucie meczu nasze wysiłki w ofensywie przyniosły wreszcie efekt – świetnie grający Wełna eleganckim podaniem obsłużył Badorę, a ten za dużo lat już chodzi po tym świecie, by zmarnować taką okazję na bramkę. 3:0. Mało, mało… W 38. minucie dostaliśmy to, na co zasłużyliśmy. Jak po sznureczku piłka wędrowała po polu karnym – od Kołaczka, po Wełnę, przez Dybła, do Szlepera, który powiększył swój dorobek bramkowy. Przeciwnicy pozwolili nam na bardzo wiele, a my to wykorzystaliśmy, grając mądrze i systematycznie powiększając dorobek bramkowy. Ciężko wskazać gwiazdę meczu, cały zespół pokazał, że po letniej przerwie, zaczyna stopniowo przypominać dobrze naoliwioną maszynę z końcówki poprzedniego sezonu. Zrobiliśmy duży postęp w porównaniu do meczu z FC Wrocławleiro. Tak dalej, a być może w marcu rozpoczniemy rozgrywki w II lidze.
HB wygra LM!
I Turniej o Puchar Wójta Gminy Krzczonów!
Jedna gęba bardziej zakazana od drugiej, jak tak patrzę na zdjęcie;)
Strach się bać…
Nic tylko wyciąć tło i podmienić na takie:
http://gothamist.com/attachments/jake/2006_3_suspect1.jpg
Panowie, a gdzie film z kontrowersyjna sytuacja z pierwszej polowy, kiedy to sedzia nie podyktowal ewidentnego rzutu karnego po faulu na zawodniku Capgemini?
HB na mistrza!