Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowy
Stankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zdjęcie drużynowe drużyny Hard Balls Utd Zostań fanem Hard Balls Utd Zobacz nasz kanał na Youtube.com

Maciej Bochajczuk

Hard Balls United – Prosiaki 4-6


KS Karłowice CUP | IX kolejka ligi halowej

22.02.10. Wrocław, ul. Przesmyckiego 10.

Hard Balls Utd. ? Prosiaki 4:6 (3:4)

Bramki dla HB: Brzoza 2, Mróz (samobójcza), Le.

Skład HB: Stankiewicz (c), Dybeł (Popiel), Brzoza (Chyłek, Kołaczek), Szleper (Le).

(STANKIE) Prosiaki po raz drugi uciekły spod noża, choć rzeźnicy, znaczy się hardballsi, długo cisnęli, atakowali i spychali przeciwników do głębokiej defensywy. Ale po kolei. Mecz zaczął się dla pomarańczowych źle. Minęły może 3 minuty, a Stankiewicz nie sprostał napastnikowi Prosiaków i piłka załopotała w naszej bramce. Już przed pierwszym gwizdkiem bramkarz HB wiedział, że może być ciężko. Na samym początku rozgrzewki, rozciągając mięśnie nóg, naciągnąłem sobie coś w udzie i nie byłem pewny czy w ogóle i jak długo uda mi się zagrać. Przed meczem ustaliłem z Klata, że w razie czego mnie zmieni. Może powinien stanąć między słupkami od początku, a ja powinien był wcielić się w rolę krzątającego się przy ławce działacza. Ambicja wygrała… I tak do dochodzimy do 2:0 dla Prosiaków, kiedy to pewien pokaźny w gabaryty Prosiak przećwiczył naszych defensorów z brazylijskiej samby i bez problemów posłał piłkę do naszej siatki. Trzecią i czwartą straconą przez nas bramkę piszący te słowa bierze na swoje barki, po moich fatalnych interwencjach przegrywaliśmy już 4:0. Na szczęście chłopaki z przodu nie dostosowali się formą do swojego goalkeepera i po strzale Brzozy, który notabene zagrał dzisiaj świetny mecz, strzelamy pierwszą bramkę. Za chwilę samobój przeciwników i jest 4:2… Pomarańczowa lokomotywa TGV nabiera prędkości i z 4:0 robi się 4:3. Podobnie jak Brzoza świetne spotkanie rozgrywał dziś nasz jedyny stranieri – Le, który prawą nogą ?wiązał krawaty? przeciwnikom. Gdyby Michel jeszcze więcej strzelał, to być może Szleper nie byłby już naszym najskuteczniejszym egzekutorem. Patrząc na poczynania chłopaków z przodu, przypomniały mi się słowa Zimocha o Małyszu i chciałem im je powtórzyć w nieco zmienionej formie: ?lećcie dalej poeci parkietu?. Na drugą połową wyszliśmy z jedną bramką do nadrobienia i cała druga połówka to była pogoń, tylko nie za lisem, lecz za Prosiakami, którzy byli niczym bezzębny tygrys. Popiel i Dybeł założyli im kaganiec, tj. wyłączyli z gry pewnego młodziana, który w ostatnim meczu napsuł nam sporo krwi. Po jednej z interwencji Stankiewicz był zmuszony powiedzieć kolegom ?auf Wiedersehen?, kontuzja całkowicie wyeliminowała mnie z gry. Między słupkami, rozpoczął swój taniec dobrze grający dziś w polu Chyłek, który całkiem nieźle bronił naszej fortecy. Ostatnie minuty były dalszą pogonią pomarańczowej husarii. Nasi egzekutorzy niczym pitbulle raz za razem kąśliwymi akcjami zmuszali bramkarza przeciwników do interwencji. Dwa lub trzy uderzenia w słupek pomogły im przetrwać najgorsze. Na ok. 3 minuty przed końcem meczu szósta bramka pozbawiła nas złudzeń. Mam wrażenie, że jako drużyna zagraliśmy dziś niezłe spotkanie. Coraz lepiej idzie nam konstruowanie akcji, choć ze skutecznością jest nieco gorzej. Ale patrząc na poczynania szlifujących formę naszych ofensywnych zawodników jestem o skuteczność spokojny. Mam nadzieję, że następnym razem uda mi się zagrać lepsze spotkanie (nie powinno to być trudne…), bo o dzisiejszym meczu chciałbym jak najszybciej zapomnieć. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak zakrzyknąć: Haaaard Baaaalls!



Dodaj komentarz