Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowyStankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zostań fanem Hard Balls Utd
Zobacz nasz kanał na Youtube.com
X kolejka WLPNS – II kolejka “Play-off”
28.06.10. Wrocław, ul. Sarbinowska 10.
Hard Balls Utd. ? RKB 5:1 (1:1)
Bramki: Wełna (8, po podaniu Stachowskiego), Szleper (30, po podaniu Wełny; 37 po podaniu Wełny), Bochajczuk (36, po podaniu Wełny), Stachowski (38, po podaniu Wełny) – Oleksy (15).
Skład HB: Stankiewicz (c), Badora, Mucha (Kotara), Wełna, Brzoza, Dybeł (Stachowski), Bochajczuk (Szleper).
(STANKIE) Po prawie dwóch tygodniach rozbratu z piłką przyszedł czas na kolejny sprawdzian, który miał pokazać, że zwycięstwo 4:0 z Futbol Klub Wrocław było czymś więcej niż wynikiem korzystnego splotu okoliczności. Wspomożeni Bochajczukiem i liczną ławą kibiców – na czele z Alą “Wuwuzelą” Ziubrzyńską mieliśmy stawić czoła drużynie RKB, z którą kilka miesięcy temu przegraliśmy 0:1. Wyniki RKB z rundy zasadniczej sugerowały, że nie będą to chłopcy do bicia. Rezultat pozostawał sprawą otwartą i ciężką było przed meczem wytypować zdecydowanego faworyta.
Od pierwszego gwizdka zaczęła zarysowywać się przewaga pomarańczowych, która przyniosła namacalny efekt w 8 minucie, kiedy to Wełna pewnie pokonał bramkarza RKB. Strata bramki nie spowodowała, że drużyna w żółtych koszulkach rzuciła się na nas, pałając morderczą żądzą rewanżu. Po jednym z rzadkich wypadów pod bramkę hardballsów przeciwnikom udało się wyrównać. Zasłonięty przez kolegów z drużyny Stankiewicz był zmuszony uznać, że w tym momencie to nie on rozdaje karty, lecz jego imiennik o skądinąd dobrze rozpoznawalnym nazwisku – Oleksy. Wynik nie zmienił się do końca I połowy.
Wskazówki Stacha w przerwie, wyższy stopień “oldbojowatości” przeciwników oraz żar z nieba sprawiły, że w drugiej połowie pomarańczowi podkręcili akumulatory, a żółci zwolnili. Wreszcie 30 minuta przyniosła nam zasłużonego gola. Nie kto inny, a znany ze swej “sępowatości” Szleper zamienił podanie Wełny na bramkę. Jak się później okazało, Wełna dopiero ćwiczył krok do Samby, którą z kolegami zatańczył w kolejnych minutach. Czy to vuvuzela, w którą od czasu do czasu dęła najbardziej południowamerykańska kibicka HBU Ala, czy też fakt, że zostało tylko kilka minut do końca meczu, sprawiły, że do tańca z Wełną dołączył się Bochajczuk i w 36 minucie minucie wpakował piłkę do siatki przeciwników. Wełna nie miał zamiaru zwalniać, a że dodatkowo Szleper jest łasy na bramki niczym poseł Łyżwiński na wdzięki asystentek, to kolejna bramka nie powinna dziwić. Minęła cała minuta i nie kto inny, a Wełna podaje do Stachowskiego, który strzałem iście nieprzeciętnym dobija zawodników RKB z bramkarzem na czele. Zdecydowane zwycięstwo HBU stało się faktem. Tak grających hardballsów chce się oglądać. Dzień później miał nadejść pojedynek z Ale Urwał…