Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowy
Stankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zdjęcie drużynowe drużyny Hard Balls Utd Zostań fanem Hard Balls Utd Zobacz nasz kanał na Youtube.com

Maciej Bochajczuk

Hard Balls United – Yoka 0:4


III kolejka WLPNS
14.09.10. Wrocław, ul. Sarbinowska 10.
Hard Balls Utd. - Yoka 0:4 (0:3)
Bramki: Marecik (7, karny), Piegza (14), Wieczorek (20), Biernacki (28).
Skład HB: Mońka, Popiel, Badora, Stachowski (Wełna), Brzoza (Kępa), Dybeł (Kołaczek), Szleper (Stankiewicz (c)).

(STANKIE) Z dużymi nadziejami, a zarazem sporą dozą respektu dla rywala oczekiwaliśmy meczu z pogromcami Znajomych Sędziego, drużyną Yoki. Ostatni mecz pokazał, że po wakacyjnej przerwie nie jesteśmy piłkarsko w ciemię bici, więc można było być ostrożnym optymistą co do wyniku. Początek meczu pokazał, że łatwo nie będzie nawet o remis. Pierwsze kilka minut obie drużyny grały wyrównane spotkanie. Przyjemnie było patrzeć na przemyślane i dokładne podania pomiędzy pomarańczowymi. Pytanie było następujące – kto pierwszy przyśpieszy i narzuci swój styl gry. Siódma minuta – po faulu Popiela sędzia podyktował rzut karny, po którym straciliśmy bramkę. Nie tak miał się ułożyć początek tego spotkania… Kolejne kilka minut przeciwnicy spędzili na testowaniu zaangażowania i woli walki naszych obrońców. W 13 minucie Wełna ładnym strzałem przełamał naszą strzelecką abstynencję. Niestety, piłka powędrowała obok bramki Yoki. Minutę później zawodnicy Yoki bezwzględnie wykorzystali ewidentny błąd naszych szyków obronnych. Słowa naszego kamerzysty, zbyt tęgie, by je tu przytaczać, doskonale odzwierciedliły nasz nastrój po stracie drugiej bramki. W ostatniej minucie pierwszej połowy po nieudanej kiwce Stachowskiego, pełniącego rolę obrońcy, przeciwnicy przejęli piłkę i po raz trzeci celnie nas trafili. 3:0 po pierwszej połowie. Z jednej strony, pomimo dużej pracy wykonanej przez pomocników, nie byliśmy w stanie zagrozić bramce spadkowicza z II ligi, z drugiej strony przeciwnicy postawili za wysokie wymagania dla naszej gry obronnej, a mówiąc innymi słowy – w dużej części sami postaraliśmy się, by stracić trzy bramki.

W drugiej połowie nasza gra wyglądała zdecydowanie lepiej. Hasło “pressing” zaczęło przynosić jakieś efekty. Może nie były one wielkie, ale były. Walecznością z przodu błyszczał Brzoza, stanowcząścią  z tyłu Popiel. Jeno bramek brakowało. Świetnej okazji nie wykorzystał m.in. Kołaczek. Za to przeciwnicy mogliby nam sprezentować mentoring – “jak strzelać, by trafić w światło bramki” – w 28 minucie znów w błahy sposób straciliśmy gola. Mońka z pewnością nie będzie tej interwencji wspominał z łezką tęsknoty. Na pocieszenie można tylko rzec – kto nie miał tego typu baboli, ten tak naprawdę nie stał na bramce:) Ostatnie 10 minut meczu nie przyniosło dalszych goli, nie przyniosło też nam wstydu, ale nie zmienia to faktu, że punktów w tym meczu zdobyliśmy zero.

Dwa słowa podsumowania: wygrali lepiej dysponowani w tym dniu i bardziej skoncentrowani zawodnicy Yoki – jak widać doświadczenie zdobywane na “A” klasowych boiskach zaprocentowało. My natomiast zagraliśmy momentami naprawdę przyzwoicie i na tym należy budować nadzieję na naszą lepszą grę w przyszłości.



Dodaj komentarz