Można nas oskarżyć o wiele, ale chyba nie o to, że ciężko przepracowaliśmy sezon zimowyStankie przed debiutem w Spartan Cup (marzec 2012)
Zostań fanem Hard Balls Utd
Zobacz nasz kanał na Youtube.com
III runda Pucharu WLPNS
15.05.10. Wrocław, ul. Sarbinowska 10.
Hard Balls Utd. ? Kuźniki 3:6 (0:3)
Bramki: Stachowski (32, po długim samotnym rajdzie), Kołaczek (33, dobitka po strzale Dybła), Brzoza (39, po podaniu Szlepera; tu ciekawostka: identyczna sytuacja miała miejsce w meczu z Brandem, również w 39 minucie!) – Musielak (10, 24, 28), Krzywy (14), Szałecki (20), Mosiński (25).
Skład HB: Stankiewicz (c), Popiel (Kotara), Brzoza (Mucha), Stachowski, Dybeł, Chyłek (Kołaczek), Szleper (Bochajczuk).
(STANKIE) Miał dużo racji Adam, kiedy na naszym facebookowym profilu następująco zapowiedział mecz z Kuźnikami: ”Gramy w 1/16 pucharu ligi z aktualnym mistrzem ligi! Oj… będzie się działo!”
Zapewne dla wielu pomarańczowych i ich kibiców ten mecz był wielką zagadką. Byliśmy na fali wznoszącej, ale mieliśmy zagrać z mistrzem WLPNS, czyli teoretycznie drużyną mocniejszą od Szpilmacherów, z którymi mecz wielu z nas dobrze pamięta. Był optymizm, ale wiedzieliśmy, że trzeba się będzie napocić i wznieść na absolutny szczyt swoich umiejętności, by odprawić Kuźniki z kwitkiem.
Początek meczu należał do… pomarańczowych diabłów! Graliśmy mądrze i z pomysłem, a przeciwnicy jakoś nie powalali pomysłami na to jak przeforsować naszą coraz bardziej doświadczoną już obronę. Mieliśmy kilka niezłych akcji, zwraca uwagę sytuacja z w 9. minuty, kiedy to Szleper nie wykorzystał dokładnego podania Stachowskigo, za to przeciwnicy dwie minuty później strzelili tyleż ładną, co szczęśliwą bramkę. Okrzyk strzelca “Jest! Życiówka” wcale nie był na wyrost!
Od 11. minuty z bijącego staliśmy się bitym. Mimo że wyprowadzaliśmy ciosy, to jednak skuteczność ciosów po stronie Kuźnik była daleko lepsza. Kolejne ciosy spadały na nas co kilka minut – w 15. po rykoszecie od nogi naszego obrońcy tracimy drugą bramkę. Mecz mógł się jeszcze inaczej ułożyć, ale niestety Bochajczuk nie wykorzystał świetnego podania Dybła. My nie trafialiśmy, a przeciwnicy wręcz przeciwnie. W ostatniej minucie pierwszej połowy zawodnik w zielonej koszulce w asyście obrońców ni to strzela ni podaje, Stankiewicz puszcza pod poprzeczką “bramkę-szmatę” jakich mało, nie dziwne więc, że pierwszym odruchem naszego bramkarza było złapanie się za głowę.
Pierwsza część drugiej połowy przebiega pod znakiem dominacji aktualnego mistrza WLPNS. W efekcie, w 29. minucie przegrywamy 6:0. Nie tak miało być. Przeciwnicy chyba już myślowo byli w “P1″, czy innej wrocławskiej knajpie, bo upojeni zwycięstwem stracili koncentrację. W 31. minucie po samotnym rajdzie świetnie dziś dysponowany Stachowski strzela jakby kopię bramki z meczu z Brandem. Dwie minuty później Kołaczek, dobijając piłkę o strzale Dybła zmniejsza rozmiary porażki na 6:2. Po faulu Popiela, nawet grając w osłabieniu, poczynamy sobie śmiało z Kuźnikami. Ostatnie 10 minut bez dwóch zdań należy do Pomarańczowych. Zawodnicy Kuźnik przestali głośno żartować kiedy w kawaleryjskim stylu co rusz nasi gracze szarżowali na ich bramkę. Efekt przyszedł trochę późno, bo w 39 minucie po praktycznej identycznej akcji jak w meczu z Brandem, Brzoza obsłużony przez Szlepera zdobywa trzecią bramkę. Na więcej bramek zabrakło czasu i… tu nie ma “i” – po prostu zabrakło czasu, bo jak pokazała ostatnia kwarta spotkania motywacja i umiejętności były.
Trzeba przyznać, że choć w meczu nie brakowało z naszej strony błędów, to w niezłym stylu pożegnaliśmy się z pucharem. Nie ma wstydu, ale też daleko do dumy. Głęboko wierzę, że uda nam się jeszcze zrewanżować na boisku drużynie Kuźnik i pokazać, że prawdziwe Hard Balls United to ta drużyna, z którą grali w pierwszych i ostatnich 10 minutach meczu, a nie tych środkowych dwudziestu, kiedy to straciliśmy 6 bramek.